Wolontariat uzależnia – relacja wolontariuszki PKO SIlesia Marathon

Nazywam się Weronika i chciałabym opowiedzieć Wam o moim wolontariacie przy PKO Silesia Marathon. Dlaczego? Bo to wolontariat, który uzależnia tak, że nie przeszkadza nawet… złamana noga.

Zobacz też: Rekrutacja na wolontariat przy PKO SIlesia Marathon 2018

Zaczęło się od ogłoszenia

…które zobaczyłam na Facebooku 2 lata temu. Przeczytałam je dokładnie, ale stwierdziłam, że jeszcze to przemyślę. Czas płynął nieubłaganie, nadszedł ostatni dzień zapisów, a że ja uwielbiam wszystko robić na ostatni moment, to zdecydowałam się i wysłałam swoje zgłoszenie kilka minut przed północą. Nie miałam wcześniej styczności z wolontariatem, więc była to dla mnie jedna wielka niewiadoma. Jak się okazało-nie było się czego bać.

Zostaliśmy zaproszeni na szkolenie, przydzielono nam zadania, a czas upływał w bardzo sympatycznej atmosferze.

Dzień akcji

W dniu, w którym odbywał się główny bieg, zgromadziliśmy się wszyscy z samego rana pod Spodkiem. Cieszyłam się, widząc tak dużą ilość osób, jednych starszych, innych młodszych, ale wszystkich mających jeden cel – pomóc biegaczom startującym w maratonie. Jeszcze większą radością był dla mnie fakt, że stałam się jedną z nich -dołączyłam do tej ogromnej paczki wolontariuszy pełnych pozytywnej energii i zapału do pracy. Zostaliśmy rozdzieleni do poszczególnych odcinków trasy i pojechaliśmy specjalnym autobusem na miejsce. Moja praca, jako wolontariusza odpowiedzialnego za punkty odżywcze, polegała na początku na odpowiednim przygotowaniu stanowisk – ustawieniu stołów, rozdzieleniu jedzenia i picia. Następnie podawaliśmy prowiant zawodnikom i dopingowaliśmy ich do dalszej części biegu.

Atmosfera

Bałam się tego, że nikogo nie znam. Tym razem także nie okazało się to być problemem, gdyż na punkcie, do którego mnie przydzielono, poznałam nowych, fantastycznych ludzi. Nie nudziło mi się ani przez moment. Poza wspólną pracą był także czas na rozmowy i integrację. W takim gronie nawet sprzątanie po całym wydarzeniu było przyjemne.

Poza tym każdy z wolontariuszy otrzymał czerwoną koszulkę, co również tworzyło z nas jedną wielką rodzinę, bo każdy wyglądał tak samo. Tę koszulkę do dziś noszę na sobie tak po prostu, na co dzień.

Ostatnio doświadczyłam ciekawej sytuacji, bo na wyjeździe, na którym byłam, spotkałam osoby chodzące w takich samych koszulkach, co stworzyło nam ogromną przestrzeń do rozmów, głównie na temat wolontariatu, tego kiedy braliśmy w nim udział w jakich miejscach itd. Takie korzyści daje wolontariat, jednak to nie wszystko.

Wolontariat z nogą w gipsie

Moja przygoda nie zakończyła się wtedy. Ona trwała i trwa nadal. Rok temu przeszłam operację stopy, miałam nogę w gipsie, chodziłam mało i tylko o kulach. Zapisanie się na wolontariat nie wchodziło w grę, choć było bardzo kuszące. Tego dnia, kiedy był maraton, siedziałam więc w domu. Z okna słychać było okrzyki: ,,Dajesz, dajesz, dasz radę” i dało się wyraźnie wyczuć tę pozytywną atmosferę, jakiej doświadczyłam rok wcześniej. Ubrałam swoją czerwoną koszulkę i zeszłam na dół. Wciągnęłam się w to bardziej, niż mogłabym przypuszczać. Stanęłam na ulicy z kubeczkami wody, następne podawali mi ją inni wolontariusze, żebym nie musiała chodzić. To było naprawdę budujące, że inni pomagali mi, żebym ja też mogła pomagać. Miałam zejść tylko na chwilę, a zostałam do samego końca.

Pewnie wszystko przeszłoby gdzieś bez echa, gdyby nie fakt, że postanowiłam się podzielić swoim zdjęciem z tego wydarzenia na grupie wolontariuszy na Facebooku, pokazać, że można pomagać mimo różnych trudności. Zupełnie nie spodziewałam się takiej reakcji ze strony pozostałych użytkowników grupy i koordynatorów wolontariatu. Zostałam zapytana o to, czy można moją historią podzielić się poza grupą. Zgodziłam się, bo dlaczego nie, jednak nadal pozostawałam w głębokim szoku, że ta historia ciągnie się gdzieś dalej. Przeczytałam mnóstwo pozytywnych komentarzy na mój temat i całego wolontariatu, dostałam kilka wiadomości z podziękowaniami, czego w życiu bym się nie spodziewała. Doświadczyłam podczas wolontariatu tego, jak wiele szczęścia potrafi dać słowo dziękuję i uśmiech drugiego człowieka. To dodaje chęci do dalszej pracy i wlewa w serce mnóstwo pozytywnej energii.

Kolejnym zaskoczeniem była dla mnie wiadomość z zapytaniem, czy moją historię można uwiecznić na karykaturze, która będzie jedną z prac na wystawie o wolontariacie o wolontariacie. Nie do końca potrafiłam uwierzyć w to wszystko, co się dzieje. Byłam bardzo zadowolona z efektów pracy, zostałam zaproszona na wernisaż jako jedna z bohaterek wystawy. Poznałam historie innych wolontariuszy, mogliśmy wymienić się doświadczeniami.

To wciąga!

Wolontariat to niesamowite przeżycie! To przygoda, która wciąga. Na pewno nie spodziewałabym się tego, że kiedykolwiek zjawię się na Wojewódzkiej Gali Wolontariatu po odbiór nagrody, oraz tego, że teraz po maturze włączę się jakoś w działalność Regionalnego Centrum Wolontariatu, jak chociażby poprzez pisanie tego artykułu.

Życie bywa zaskakujące. Na koniec chciałabym podkreślić, że każdy z nas jest ważny, a każda najdrobniejsza rzecz wpływa na całokształt. To tak jak w puzzlach – aby stworzyć całą układankę potrzebny jest każdy element w równym stopniu. Zachęcam zatem wszystkich do włączania się w wolontariat przy PKO Silesia Marathon, ale nie tylko. Im więcej puzzli w tej układance tym lepiej.

Tekst: Weronika Filbier